Wszystko czego pragnę (V)

– Jak kolacja, admirale?

– Doskonale. – Podniósł wzrok, mierząc chłodnym spojrzeniem wchodzącego zwierzchnika.

– Dowiedział się pan czegoś ciekawego? Nowego?

– Upewniłem się, że mówi prawdę.

– Upewnił się pan? – Zabrzmiało to zbyt drwiąco. Kristof zastygł w bezruchu, patrząc chmurnie na siadającego w fotelu mężczyznę.

– Jest czysta. Poza tym, wiemy co nieco o tajemniczych kapsułach. Dlaczego wciąż wątpicie?

– Może dlatego, że nas nie zauroczyła piękna buzia i pełne bólu spojrzenie?

– Bzdura!

Zapadła wymowna cisza. Dopiero po dłuższym czasie, przewodniczący Rady zdecydował się odezwać.

– Jeśli chce ją pan oczyścić z zarzutów, istnieje pewien sposób… To jedna z naszych najpilniej strzeżonych tajemnic, więc obowiązuje pana nie tylko zwykła dyskrecja. Czy to zrozumiałe?

– Tak. Czy jeśli ten sposób, potwierdzi moje przypuszczenia, Amara będzie wolna? Będzie mogła wrócić na Ziemię?

– Zależy panu na tym, admirale?

– Tak – odparł krótko. – Jaki to sposób?

– Cóż… Zna go pan doskonale.

– Nie rozumiem? – Kristof zmarszczył brwi, wpatrując się w pełną nienaturalnego spokoju twarz siedzącego naprzeciwko człowieka.

– Szczerze mówiąc jest pan jedynym znanym przypadkiem, by człowiek przeżył…

– Nie! – Zerwał się z miejsca i pochylając do przodu, walnął zaciśniętą pięścią w blat stołu. – Na to nie pozwolę!

– Nasze przesłuchania kontrolowane pozwalają…

– Nie! – wysyczał z tak wielką wściekłością, że zwierzchnik spojrzał na niego zdumiony. – Tknij ją tylko obślizgła gnido, to pożałujesz!

– Admirale! Pan się zapomina! – Przewodniczący poczerwieniał. Nie spodziewał się aż tak gwałtownej reakcji.

– Nie, to pan się zapomina! Tyle zawdzięczacie tej dziewczynie i na razie nie ma niczego, co świadczyłoby przeciwko niej. Zabieram ją ze sobą – dodał, już spokojniejszym tonem. A więc to dlatego nie byli zaskoczeni, gdy powiedział im o kolanińskich metodach przesłuchania. Cała ta rada to stado kretynów.

– Nie jest pan jedynym admirałem we flocie.

– A pan jedynym członkiem Rady. Radzę nie wchodzić mi w drogę. Dziewczyna leci ze mną.

– Narazi pan misję! – Wzburzony mężczyzna nie zamierzał odpuścić. – A ja postaram się, aby odebrano panu uprawienia, admirale!

– A staraj się o co chcesz. – Kristof zajął na powrót swoje miejsce, mierząc przeciwnika zimnym spojrzeniem. – Jeśli to wszystko, to jestem zajęty.

Wiedział, że przekroczył swoje uprawnienia. Nikt nigdy nie odważył się tak otwarcie sprzeciwić Przewodniczącemu Rady. Ale jednego był pewien – nie pozwoli jej skrzywdzić. Dość się już nacierpiała. Dość przeżyła. Na szczęście stał wystarczająco wysoko w tej hierarchii, aby móc zapewnić jej bezpieczeństwo. Tak, z nim będzie bezpieczna. I pewnie ucieszy się, że może skorzystać z możliwości zmiany otoczenia. Przypomniał sobie ich pocałunek. Przymknął oczy, przez chwilę delektując się tym wspomnieniem, pełnych słodyczy warg o smaku cierpkiego wina. Przed sobą nie musiał ukrywać, że pragnął więcej, znacznie więcej. Tyle razy się zakochiwał, tyle razy był zauroczony, ale po raz pierwszy w taki sposób. To było coś nieznanego, bardziej subtelnego i jednocześnie znacznie bardziej wyrazistego. Uśmiechnął się, lecz w następnej chwili spoważniał. Ma do zrobienia jeszcze jedną rzecz.

Musi pokonać wspomnienie.

I wtedy przyszło mu do głowy, że to może być najtrudniejsze zadanie w jego życiu.