Big Love (całość)

Big Love (całość)

 

Jeśli zakupisz poniższe opowiadanie w całości, możesz dostać je od nas również w wersji ebooka. W tym celu prosimy o kontakt na adres motylewnosie@gmail.com, w temacie wiadomości wpisz „pdf sprzedajtreści tytuł”, a w treści prześlij nam kod, który dostałeś po zakupie. Ebook zostanie wysłany w przeciągu 48h.

 

Pierwszy raz zakochałam się mając szesnaście lat. Była to miłość od pierwszego wejrzenia, spadła na mnie jak grom z jasnego nieba, a walnęła porządnie, bo ogłuszona byłam jeszcze przez najbliższy rok. Rzecz działa się na weselu kuzynki, gdzie trafiłam wraz z rodzicami i starszym bratem. W zasadzie to jechaliśmy na imprezę prosto z lotniska, bo tak jakoś pechowo zbiegły nam się terminy: ten weselny i ten powrotu z Chorwacji. Na miejscu zmieniłyśmy z mamą kiecki na bardziej wytworne, uczesałyśmy się w damskiej toalecie, trochę pełne pretensji, że na sakramentalne „tak” nie udało nam się załapać. Trudno. Za to czekała nas szampańska zabawa do białego rana, bo orkiestra rżnęła porządnie, tak że nogi same chodziły do taktu.

Złożyłam życzenia, bacznie przyglądając się okrągłemu jak piłeczka panu młodemu, ucałowałam zarumienioną kuzynkę, po czym zaspokoiłam głód i już miałam zamiar ruszyć na parkiet, kiedy GO spostrzegłam.

Zamurowało mnie. Zastygłam w miejscu, z rozdziawionymi ustami, z sercem, które właśnie usiłowało wyrwać się z piersi i pogalopować ku niebiańskiemu obiektowi. Ręce mi drżały, kolana zmiękły, więc jedyne co mogłam zrobić, to klapnąć z powrotem na krzesło i pożerać wzrokiem kompletnie nieznanego oraz z pewnością sporo starszego chłopaka. Tak, pryszczaty etap dojrzewania na sto procent miał już za sobą. Krótkie ciemnoblond włosy, wyrazista twarz, zbyt duży nos i dołeczek w brodzie; to nie były szczegóły budzące zachwyt, ale razem tworzyły ideał! Do tego zielone oczy w ciemnej oprawie, odpowiedni wzrost i proporcje ciała oraz duże, silne dłonie… Od kiedy pamiętam miałam hopla na punkcie męskich rąk. Takie białe, delikatne, budziły we mnie nie tylko niechęć, ale i obrzydzenie. Te były opalone, umięśnione i sprawiły, że z miejsca straciłam głowę dla ich właściciela.

Po kwadransie zdołałam się pozbierać, tym bardziej, że źródło mego nagłego zidiocenia ulotniło się i zniknęło w tłumie tańczących gości. Niemrawo poruszyłam kończynami, dotarło do mnie, że dam radę wstać, więc wstałam. Facet pokazał się z prawej i opadłam. Manewr ten powtórzyłam trzykrotnie i dopiero wtedy dotarło do mnie, że chyba robi za fotografa czy coś…

Zasępiłam się. Do mojej części rodziny z pewnością nie należał, więc z marszu przypisałam go do familii pana młodego. A tu pudło! Potem uświadomiłam sobie różnicę wieku i aż głośno jęknęłam.

– Kochanie, boli cię coś? – Czujne oko mamy oczywiście wyłapało moją subordynację. Obok stała jej daleka kuzynka, okrąglutka i wesolutka, chociaż to drugie to z pewnością była sprawka w nadmiarze wypitego trunku.

– Ząb – skłamałam na poczekaniu, łapiąc się za policzek.

– Krysiu, mówiłaś że gdzieś jest apteczka…

Obie zaczęły ożywioną dyskusję, gdy tuż obok pojawił się pan fotograf. Zresztą cholera wie, może trzymał w ręce kamerę? Niestety nie byłam zdolna do rozróżnienia szczegółów, bo momentalnie poczerwieniałam, wbijając wzrok w czubki butów.

– Krystian, a może ty masz jakieś środki przeciwbólowe?

Krystian? Zastrzygłam uszami. To ciotka go zna? Więcej, jest z nim na ty?

– W samochodzie – usłyszałam niechętną odpowiedź. – Przynieść?

– Co tam pączusiu? Nie tańczysz? – rozległ się tubalny głos taty, a ja o mało co, nie zapadłam się pod ziemię. Pączusiu? No to super! Fakt, byłam okrąglutka, tego i owego miałam w nadmiarze, ale pączusiu? I to przy skrytym obiekcie uwielbienia? Na szczęście ten chyba nie zwrócił uwagi ani na mnie, ani na słowa mojego ojca, bo ulotnił się bez słowa.

– Kim jest ten Krystian? – Mama niechcący wyświadczyła mi gigantyczną przysługę. – Znasz go Krysiu?

– Bystry chłopak, dopiero co skończył szkołę policyjną. Robi fenomenalne zdjęcia, więc namówiłam go, aby wyświadczył mi przysługę i zjawił się na ślubie mojej chrześnicy. Nie lubi takich imprez, ale się zgodził i…

O mało co nie udławiłam się z wrażenia. Baby nad moją głową plotkowały, a ja pociłam się z emocji, chłonąc każde ich słowo. Policjant! Samotny! Dwadzieścia cztery lata. I takie tam, bo z ust ciotki sypały się tylko komplementy.

Zaraz, zaraz… Dwadzieścia cztery lata? O cholera! Toż to zgrzybiała starość i w ogóle, to zaraz po dwudziestym piątym roku życia to już tylko trumnę należy sobie kupić. Westchnęłam rozdzierająco, postanawiając zrobić wyjątek. I na tym się skończyło, bo chłopak unikał mnie jak diabeł święconej wody, a ja nie miałam śmiałości, aby do niego podejść. Kwadrans po północy się załamałam i resztę nocy przepłakałam w damskiej toalecie.

***

Dwa lata później po Krystianie zostało blade wspomnienie. Jako osoba dorosła, za którą się miałam po odbiorze świeżutkiego, pachnącego nowością, dowodu osobistego, rozsądnie wybierałam chłopaków na randki. Złośliwy los mój rozsądek miał w dupie i raz po raz trafiałam na jakiś wybryk natury, który komplikował mi życie. Ogólnie to tych randek aż tak wiele nie było, bo z natury leniwa, czekałam na wielką miłość, która sama spadnie z nieba i porządnie przydzwoni w czerep.

Do ciotki trafiłam razem z mamą przez zupełny przypadek, bo ogólnie wolałam raczej towarzystwo w swoim wieku. Oczywiście nudziłam się nieziemsko popijając zieloną herbatę i podjadając placek domowego wypieku. Baby plotkowały, aż w końcu zeszły na temat ślubów i pogrzebów. Te drugie mnie nie interesowały, w przeciwieństwie do tych pierwszych. Ciotka wyciągnęła telefon i chciała pokazać nam zdjęcia z wesela, na którym była w zeszły weekend. Zerknęłam z pustej ciekawości i o mało co nie udławiłam się przeżuwanym ciastem. Elegancki Krystian w mundurze i uwieszona na jego ramieniu jasnowłosa piękność sprawiły, że momentalne wróciły stare wspomnienia, a serce zabiło dużo szybciej niż normalnie. Nawet pomimo tego, że tak naprawdę widziałam go raz w życiu. Cała reszta to były tylko moje pobożne życzenia i naiwne marzenia. Niestety właśnie wtedy zadzwonił telefon mamy i okazało się, że musimy w trybie pilnym przyjechać do domu. Mój starszy, durny brat zapomniał kluczy i teraz stał pod furtką, awanturując się w słuchawkę.

Przygnębiona byłam nieziemsko, ale czego niby się spodziewałam? Tacy jak Krystian mają chętnych na pęczki. Co w tym dziwnego, że się ożenił? Popłakałam sobie jeszcze przy rzewnej muzyczce, zapalonej świecy i lampce wina. Na rano miałam lekkiego kaca, ale zdecydowanie poczułam się o niebo lepiej. A o Krystianie na szczęście bardzo łatwo zapomniałam.

***

Wieczór sylwestrowy zaczął się dość niemrawo. Siedzieliśmy wszyscy w pokoju Krzyśka, na ósmym piętrze akademika, przy suto zastawionym wszelkimi trunkami stole. Było nas sześcioro, reszta miała dotrzeć trochę później. Rozmawiano na luźne tematy, ale nie przysłuchiwałam się temu, bo właśnie usiłowałam pokonać ból głowy. Mogłam wziąć co prawda tabletkę, ale popić ją potem alkoholem to samobójstwo! Wpadnę pod stół szybciej niż przewidywała ustawa. Dlatego oni pili wódkę, a ja kawę, w złudnej nadziei, że to pomoże.

Nie pomogło i w końcu cholernie niezadowolona, wzięłam dwa apapy, odczekałam kwadrans, a potem wyszłam na korytarz, gdzie szalał niewielki tłum pijanych studentów. Przyszła też moja koleżanka z grupy, prowadząc za sobą trzech obcych chłopaków. Jeden z nich, nieźle wstawiony, upatrzył sobie właśnie mnie. Co chwila prosił do tańca lub próbował obmacywać. Tańczyć mogłam, dlaczego by nie, ale macanko w ciemnym kącie odpadało. Sporo miałam za uszami, ale jeśli chodzi o damsko–męskie związki, to moje zasady były jasne. Żadnych jednonocnych przygód. Za to nie zauważyłam, że przez ten cholerny ból głowy, popełniłam straszny faux pas. Olśniło mnie dopiero pięć minut przed północą.

– Monika! – jęknęłam dopadając koleżanki. – Klnę się na swój honor, że nie wiedziałam! Trzech ich przyprowadziłaś, nie przypuszczałam, że akurat ten wpadł ci w oko!

– Daj spokój! – machnęła ręką. – Błąkali się między piętrami, to ich zabrałam.

– Aż tak bardzo mi się nie podoba. Bierz go z powrotem! – błagałam, czując jak gryzie mnie sumienie. Nie miałam w zwyczaju odbijać partnerek koleżankom.

– Pojebało cię czy co? – Monika popukała się w głowę. – Taki facet robi do ciebie maślane oczy, a ty posyłasz go do diabła? Oprzytomnij idiotko!

Oprzytomniałam na tyle, żeby wrócić do Tomka i kontynuować naszą znajomość. Z tańców zrezygnowaliśmy, bo miałam na sobie bluzeczkę zapinaną na guziczki, które rozpinały się przy każdym, bardziej gwałtownym ruchu. Wkurzające to było nieziemsko, bo co rusz świeciłam na wpół gołymi cyckami. Pijany czy nie, Tomek miał wtedy dziwnie wygłodniałą minę, bo czego jak czego, ale cycków to mi dobra bozia nie poskąpiła.

Trochę wytrzeźwiał i całkiem miło nam się gawędziło. Raz udaliśmy się na spacer do nocnego, bo zgłodniałam, a okazało się, że na całym piętrze nie ma już żadnego pożywienia. Swoją drogą, tak zarzyganych toalet nie widziałam nigdy w życiu… Wróciliśmy, wypiliśmy resztę wina i przytuleni do siebie, zasnęliśmy na jednym z łóżek.

Obudziłam się zdrętwiała, zziębnięta, z dziwnym posmakiem w ustach. Obok pochrapywał Tomek. Przyjrzałam mu się w bladym świetle poranka i z uznaniem pomyślałam, że wyglądał szałowo. Nie mój typ, bo brunet, ale poza tym niczego mu nie brakowało. Usiłując nie hałasować, wyślizgnęłam się z pokoju i wyszłam na zaśmiecony korytarz. Przypomniały mi się wczorajsze wrażenia z odwiedzin w łazience, ale co miałam robić? Pęcherz wołał gromkim głosem, a nie wypadało narobić w majty. Zatkałam nos i starając się ograniczyć oddychanie, weszłam do środka wykafelkowanego pomieszczenia.

Po czym zamarłam.

Powoli zjeżyły się włoski na całym moim ciele. Zapach przestał być ważny, za to widok…

Dokładnie pośrodku łazienki leżał trup.