Piernikowa magia (III)

Piernikowa magia (III)

 

Silne dłonie objęły mnie w pasie. Poczułam też gorący oddech na karku i żar męskiego ciała tuż przy moim. Spodobała mi się ta bliskość, ale Robertowi jak widać było mało. Przyparł mnie do parapetu, ustami dotknął szyi, zaczął się też dosyć jednoznacznie ocierać, poruszając biodrami.

– Bardzo nieładnie – upomniałam go surowo, wykręcając głowę. – Chcesz wykorzystać pijaną kobietę?

– Nie jesteś pijana – wymruczał. – A ja ryzykuję podbite oko albo wybity ząb.

Rozśmieszył mnie. Poza tym czułam satysfakcję, że przyszedł i zostawił tę rudą zołzę, chociaż aż wyłaziła ze skóry, żeby go poderwać.

– Uhm – prężyłam się jak kotka, ocierając o jego ciało. Pozwoliłam na wilgotne, pełne namiętności pieszczoty, pozwoliłam, aby jego dłonie wślizgnęły się pod cienki materiał bluzki i zacisnęły się na moich piersiach. Odchyliłam głowę, kładąc ją na jego torsie i zamykając oczy. Wtedy ośmielił się na więcej. Pocałował mnie. Miał cudownie gorące i stanowcze usta. Oraz sporo doświadczenia. Jedną ręka podniósł rąbek mojej spódnicy, przesunął nią po wewnętrznej stronie uda, a potem… Jęknęłam głośno, gdy zwinne palce dotarły w te najbardziej intymne rejony.

– Robert nie!… – wyjąkałam, zaciskając palce na jego ramieniu, ale on się nie wycofał. Pocierał nabrzmiałą łechtaczkę, z twarzą wtuloną w moje włosy. Głośno dyszał, a jednocześnie coraz silniej na mnie napierał. Trudno było nie wyczuć jego podniecenia, lecz w końcu zebrałam się w sobie i odepchnęłam go, błyskawicznie się odwracając. Patrzyłam teraz prosto w pociemniałe z pożądania oczy; mój wzrok powędrował również w dół. Spodnie Roberta wybrzuszyły się pod wpływem potężnej erekcji.

– To kiepski pomysł – wydusiłam z siebie.

– Przecież wiem, że masz ochotę – powiedział schrypniętym głosem, dając krok do przodu i nieznacznie się nade mną pochylając.

– I tak, i nie. – Obie dłonie położyłam na jego piersi, wyczuwając szybkie bicie serca.

– Nie rozumiem…

– To widać – zakpiłam. – Idziesz ze mną do parku czy szukasz dalej chętnej na szybki numerek?

– Nie traktuję tego jak szybki numerek! – warknął ze złością. – Poza tym, co mam z tym zrobić? – wskazał na swoje krocze.

– Na dole jest automat z lodem. Przynieść trochę?

– Saran!

– Mogę też zawołać rudą zołzę… To jest chciałam powiedzieć Agnieszkę.

– Saran! – zaczął groźnie. – Czym sobie zasłużyłem na taką opinię? – spytał z goryczą, a ja momentalnie spoważniałam.

– Kwadrans ci wystarczy?

– Do czego?

– Do ochłonięcia i zmiany ubrania.

– Do ochłonięcia… – powtórzył zamyślony, mrużąc oczy. Coś szykował, bo widać było, że wcale się nie poddał. Zbyt mocno był podniecony i za dobrze wyczuł, że przy umiejętnym postępowaniu, być może i ja ulegnę. Niedoczekanie, pomyślałam buntowniczo. Więcej nie zdążyłam, bo Robert bez ceregieli obrócił mnie tyłem i przycisnął do parapetu.

– Nic ci nie zrobię – wyszeptał, z całej siły obejmując. – Przysięgam, że chcę jedynie mieć cię blisko siebie. Dotykać, całować. Nic więcej.

– To i tak za dużo! – szarpnęłam się, ale bez przekonania. Było tak omdlewająco rozkosznie w jego ramionach, że nie potrafiłam zdobyć się na bardziej zdecydowany sprzeciw.

– Chcę tylko poczuć… Tylko patrzeć… – wysapał. Teraz trzymał moje biodra obiema rękoma i ocierał się o wypięte pośladki nabrzmiałą męskością. Obejrzałam się przez ramię i trzeba przyznać, że wyraz jego twarzy, spojrzenie całkiem czarnych oczu, też mnie podnieciło. Co prawda nie na tyle, abym pozwoliła mu pójść na całość, ale miałam przemożną ochotę podrażnić go. Dlatego policzek przytuliłam do zimnego okna, ramionami oparłam się o twardy parapet i jeszcze bardziej się wypięłam, kręcąc biodrami leciutkie kółeczka.

– Tylko tyle – zastrzegłam drżącym głosem. A Robert nie czekał na więcej. Poszukał moich ust i wgryzł się w nie tak namiętnie, że o mało co nie zwariowałam. Ocierałam się o jego twardego kutasa, prężyłam i wyginałam. Nawet nie zauważyłam, kiedy podwinął mi spódniczkę czy rozpiął własne spodnie. Dopiero gdy pomiędzy pośladkami poczułam gorącego, naprężonego członka, drgnęłam przerażona.

– Obiecałeś! – jęknęłam, przerywając pocałunek.

– I dotrzymam obietnicy – wysyczał przez zaciśnięte zęby. Poruszał się coraz szybciej, coraz silniej napierając na moją pupę, coraz chaotyczniej pieszcząc ustami policzek, szyję, dekolt. Oddech miał głośny, świszczący. Czoło zroszone potem, w oczach szaleństwo. Ja również byłam podniecona do tego stopnia, że o mało się nie poddałam, błagając, aby we mnie wszedł. W zamian za to sama wsadziłam rękę w majtki i zaczęłam się zaspokajać. Chyba to zauważył, bo nagle stanowczo odsunął moją dłoń i… Po raz kolejny krzyknęłam przejmująco. Przestałam nad sobą panować i pragnęłam już tylko jednego.

– Robert, proszę! Ja też chcę…

– Nie! – zaprzeczył twardo. Nawet nie spytał, czego chcę. Wtulił twarz w moje włosy, a potem wszystko zamieniło się w chaos, aż do momentu, gdy poczułam na swych pośladkach coś gorącego i mokrego. Przylgnął do moich pleców, wciągając ze świstem powietrze, a potem zaczął pocałunkami pokrywać kark.

– Wariat! – wychrypiałam, wyplątując się z jego objęć. Pozwolił mi, a sam cofnął się i padł plecami na łóżko. Ramiona miał szeroko rozpostarte, oddech szybki, chrapliwy, a… Mimowolnie się zarumieniłam, błyskawicznie odwracając wzrok. Zresztą, miałam co robić. Spódniczka, zrolowana w pasie, pupa ociekająca jego spermą, pałające czerwienią policzki i wzburzone włosy. O tym, że wąska strużka własnych soków spływała mi po wewnętrznej stronie ud, nie wspominając.

– Muszę do łazienki – bąknęłam tylko i natychmiast uciekłam.

Kiedy wróciłam, już po prysznicu, owinięta w puszysty ręcznik, Robert stał przy oknie i popijał drinka.