Zielone, niebieskie, ona (VI)

Zielone, niebieskie, ona (VI)

 

– Jesteś wyjątkowa Lauro! I jesteś moja! – szeptał. Spełniony oraz zaspokojony, chciał ją jedynie tulić, pieścić. Nic więcej.

– Nie spodziewałam się tego po tobie – odpowiedziała również szeptem. Dłońmi otuliła szczupłą twarz, pieściła ją oddechem. Nadal miała w sobie jego męskość. Co dziwniejsze, nadal czuła, że jak jest sztywny i gotowy na kolejne miłosne uciechy. On chyba również to poczuł, bo nie zmienił pozycji, jedynie się wyprostował.

– Wykończysz mnie! – roześmiała się radośnie. Ale Iago miał poważne spojrzenie.

– Kochasz mnie? – spytał wprost. Tego również się nie spodziewała.

– Ja… – zawahała się, co nie uszło jego uwagi. Potem zarumieniła, opuściła powieki. To były słowa o ogromnym ciężarze emocjonalnym, wiążące, obiecujące. – Nigdy wcześniej…

– Ja też. Jesteś pierwsza. I jedyna – dodał tak stanowczym tonem, że zaskoczona uniosła brwi. – Nie masz pojęcia Lauro, jak bardzo nie nadaję się na jakiekolwiek związki. Nic nie wiesz, o mojej przeszłości, o tym, do czego jestem zdolny. Ale ciebie nie skrzywdzę! Nigdy cię nie skrzywdzę! – szeptał, ponownie pokrywając jej twarz pocałunkami. – I nie pozwolę, aby zrobił to ktokolwiek inny.

– Masz na myśli Vasco?

– Przede wszystkim jego.

Odsunęła się odrobinę. Spoważniała. Nadal trzymała jego twarz w swoich dłoniach, ale teraz patrzyła na w zupełnie inny sposób. Pierwszy raz widziała go zupełnie szczerego, kompletnie pozbawionego maski, wręcz bezbronnego. Czarne oczy podejrzanie błyszczały, a Iago uśmiechał się szeroko, jakby mimo wszystko był pewien jej wzajemności.

– Kocham cię – odpowiedziała uśmiechem na uśmiech. – Bez względu na to, do czego jesteś zdolny i bez wzglądu na twoją przeszłość. A teraz – uniosła się odrobinę – mam ochotę w końcu odpocząć.

***

Spała wtulona w poduszkę, przykryta zaledwie skrawkiem materiału.

Stał oparty o framugę okna, wpatrzony w nią, zmęczony. Nie potrafił zwykłymi słowami opisać tego, co go przepełniało. A kiedy pomyślał, że Vasco planował ją zabić… Palce zacisnął w pięści, paznokcie wbił w skórę dłoni. Wściekłość to mało. Ogarniała go prawdziwa furia.

Nigdy wcześniej nie przeciwstawił się starszemu bratu. To on był jego nauczycielem, autorytetem. Nawet teraz czuł niechętny podziw. Spleciony w jedno z nienawiścią, szarpał wnętrzności, doprowadzał do szału. Poza tym pojawiła się niepewność. A co jeśli Vasco ma rację? Gdy minie fascynacja, zniknie i miłość. Wtedy zacznie ją krzywdzić, nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Był w tym prawdziwym specjalistą. Doprowadzał swoje kochanki nad przepaść, odciągał je znad krawędzi za pomocą fałszywych słów oraz pustych obietnic, a potem niespodziewanie spychał w dół. Uwielbiał tę grę, nadzieję w ich oczach błyszczącą nawet wtedy, gdy dopuszczał się przemocy. Bawiło go to, bawił go ich ból, rozczarowanie, łzy i krzyki. Prawie całe życie był draniem i nie zamierzał się zmieniać.

Aż do teraz.

Położył się, przytulił do skulonej Laury. Objął ją ramieniem, twarz zanurzył we wzburzone włosy.

Pomogło.

Poczuł ulgę.

I pewność, że jej nigdy nie odepchnie. Prędzej palnie sobie w łeb niż pozwoli aby w tych świetlistych, zielonych oczach ukazało się rozczarowanie. Prędzej skrzywdzi samego siebie niż pozwoli, aby cierpiała chociaż przez ułamek sekundy. Musi to powiedzieć Vasco. Tym razem czekała ich prawdziwa konfrontacja, dosłownie walka na śmierć i życie. Przypomniał sobie sen, przez który doszło do jego spotkania z Laurą. Myślał o tym z niechęcią; wciąż nie dowierzał, nie mógł się, pogodzić z tym, co nie dawało się zbadać czy dotknąć, poprzeć realnymi argumentami. Ale był też pewien, że mówiła prawdę. Kłamstwo, zwłaszcza tak oczywiste kłamstwo, umiał bez problemu rozszyfrować.

– Nie śpisz już? – wymruczała, przeciągając się w jego objęciach.

– Nie.

– Boisz się?

– Tak.

Odwróciła się na drugi bok, spojrzała w nieprzeniknione, męskie oczy.

– Czyli jednak się boisz?

– Nie o siebie. O ciebie. Muszę cię chronić.

– Nic mi się nie śniło – powiedziała w zamyśleniu. – Chyba na razie jestem bezpieczna.

– Może – mruknął.

– Wiem że nie wierzysz w takie rzeczy i wcale nie mam ci tego za złe.

– Powiedzmy, że jest mi ciężko coś takiego zaakceptować.

Wyciągnął ramię, objął ją, przygarnął ku sobie. Tylko przytulił, aż przytulił. Chciał powtarzać, jak bardzo ją kocha, ale teraz gdy euforia minęła, było trudniej. Nie dlatego, że zmienił zdanie. Wręcz przeciwnie. Najchętniej skryłby ją gdzieś przed całym światem, żeby była tylko jego. Czuł, że kompletnie mu odbiło. Ogłosił całkowitą kapitulację, chociaż obiecywał sobie, że jeśli już do czegoś dojdzie, to będzie jedynie seks. Akurat, pomyślał z przekąsem.

– Wiesz… Ja się nie boję – powiedziała cicho.

Chciał powiedzieć, że powinna. Strach był zdrowym uczuciem, pozwalał na zachowanie ostrożności. Tak, powinna się bać.

Lecz milczał. Pomyślał, że on będzie się bał za nią. Wolał ją widzieć szczęśliwą, spełnioną, roześmianą. Sam również się uśmiechnął. Potem zaczął pokrywać pocałunkami rozgrzane policzki, pełne słodyczy usta, przymknięte powieki.